Posty

Żebyś pamiętał.

Obraz
(F-5)
Wróciłem do domu, siadamy z F. do planszówek. F. podaje mi kartkę (na zdjęciu) i mówi, żebym trzymał ją przy sobie w trakcie gry.
- Dlaczego? - pytam.
- Jakbym przegrywał i się zezłościł, to żebyś pamiętał. Albo jakbym w złości mówił, że Cię nie kocham, to żebyś wiedział, że to w złości.

Rządzę sobą.

(F-5)
F. oprowadza mnie po swoich najlepszych kryjówkach w mieszkaniu.
- A tu się czasem chowam, jak jestem zły. I zamykam drzwi.
- Wiesz F., co ja Ci proponuję, żebyś robił, jak jesteś zły.
- Wiem, żebym się przytulił. Ale ja rządzę sobą.

Rodzina.

(F-5) - Tato, a prawda, że cały świat jest rodziną? - Jak to? - No bo zobacz, tato. Ja kocham Ciebie a innych lubię. I oni lubią jeszcze innych i tak to się roztwarza na całą planetę. - Co to znaczy "roztwarza"? - Wiesz, co to znaczy. Że to idzie na cały świat, takie lubienie się i kochanie.

Nie ma sensu.

(F-5)
Kino,  mężczyzna skasował nam bilety, oddał. Odchodzimy, F. wyraźnie wzburzony pyta:
- Dlaczego ten pan powiedział: "nie ma sensu"?!
- Ten pan powiedział: "miłego seansu", F.

Szkoła uczy.

(S-9)
- Tata, wymyśliliśmy w szkole nową grę: "nie śmiej się". Polega na tym, że losujemy jakieś hasło z gry Kalambury, ktoś je pokazuje, a reszta nie może się zaśmiać. Ten, kto się zaśmieje, ma punkt karny. Pokazać Ci?
- No dobrze, pokaż.
Losuję hasło "witać się z kimś". F. uważnie się przygląda, S. z wielką powagą wyciąga do niego dłoń i mówi:
- Dzień dobry, czy mogę się spurtać w Pańskim kiblu?
Obaj rechoczą.

Jak gile.

(F-5)
F. w kąpieli. Pytam:
- Co było dzisiaj najfajniejsze dla Ciebie?
- Wszystko. Oprócz tego, jak się złościłem i płakałem.
- F., złość i płacz może nie są rzeczywiście takie fajne, ale też są ważne...
Wchodzi mi w słowo:
- No tak, bo jak jest złość i płacz to coś ze mnie wychodzi. Smutek albo coś takiego. Jak gile.

Garść przemyśleń w dwie minuty.

(F-5)
Leżę na materacu, jesteśmy na wsi u R. F. wtula się we mnie i zaczyna:
- Tata, a dużo ludzi mówi takie "a", jak ja?
- Chyba nie, bo Ty je mówisz, jak jesteś zły albo smutny...
- Nie, tato, ja mówię wtedy "aha", ale mogło Ci się pomylić, bo zaczyna się na "a".
- No to chyba jest trochę ludzi, którzy mówią "a".
Mija sekunda.

- Tato, a wujek R. to ma tu chyba prawie same plusy, prawda? Plus jest taki, że ma duży dom, że ma ładnie pomalowane ściany i drzwi. Plus jest taki, że ma niedaleko las. I taki plus, że ma taczkę. A minusy tylko, że ma daleko jak chce się z kimś spotkać i daleko na jogę.
Mija sekunda.

- Tato, a dlaczego wszechświat jest taki wielki... nie mógłby być o milimetr mniejszy?
- Nie wiem, może by mógł.
- Nie tato, nie mógłby, bo taki już jest.
Mija sekunda.

- Tato, a kto stworzył to wszystko? Bo nie wierzę, że bóg zrobił "pyk" albo że w miesiąc to zrobił. I nie wierzę, że małpa to zrobiła. I nie wierzę, że sam powstał…

Składniki.

(F-5)
Właśnie kąpię F., patrzy na mnie i mówi:
- Tato, a miałem Cię zapytać: co to jest brud? Z czego on powstaje?
- (rozwlekła wypowiedź o tym, że się pocimy i że do skóry "przyczepia się" to, co na dworze no i że często dotykamy też czegoś brudnego).
- Dobrze tato, ale nie chodzi mi o to. Podaj mi składniki, tak jak np. do pierników.

Naprawdę nie sądziłem, że tak szybko przestanę znać choćby cząstkowe odpowiedzi na ich pytania.

Dwie głupie rzeczy.

(F-5)
Leżę w wannie, przychodzi F. i mówi:
- Tata, chcę Ci powiedzieć o jednej bardzo głupiej rzeczy. Że ludzie mówią, że różowy i fioletowy to jest dla dziewczynek, a niebieski dla chłopców. A na przykład Oskar bardzo lubi się bawić różowymi rzeczami. To jest głupie.
- Tak, to głupie. Ja na przykład fioletowy bardzo lubię. I uważam, że powinno się dzielić raczej rzeczy na "podoba mi się - nie podoba mi się" a nie "dla chłopców - dla dziewczynek". Jak myślisz, dlaczego ludzie tak mówią?
- Nie wiem. Nie wiem. Może różowy bardziej pasuje do dziewczynek? Nie wiem. I jeszcze o jednej głupiej rzeczy chciałem Ci powiedzieć. Że ludzie mówią, że dziewczynki nie mogą się złościć a chłopcy nie mogą płakać.
- Tak, to jest okropnie głupie, każdy może się złościć i każdy może płakać, kiedy chce. Zgadzam się z Tobą.
- No! Bo zobacz tata, kiedyś na boisku grałem w piłkę i coś mi się stało i usiadłem na boisku i płakałem i jakiś pan zaczął mi mówić, że chłopcy nie płaczą. A od teg…

Zawsze ktoś.

(F-5)
Pukam do drzwi pokoju:
- F., dlaczego się zamknąłeś? Wszystko ok?
- Bo chciałem być sam! To jest nie do wiary! Mam 5 lat i ani jednego dnia nie spędziłem sam!

Mogłem nie pytać.

(F-5)
- F., kim będziesz chciał być, jak dorośniesz?
- Normalnym człowiekiem.
- A co to dla Ciebie znaczy "normalnym"?
- No, wiesz, takim jak Ty, że tylko pracujesz a reszta jest już spokojna.

Minę miałem niezbyt radosną.

Grawitacja.

(S-9, F-5)
Zamęczają mnie od tygodni pytaniami o grawitację, obaj. Ja wiem tylko, że ona istnieje. Cała reszta jest dla mnie trudna do wytłumaczenia. Dzisiaj, teraz też. F. zaczyna od opowieści o tym, jak bardzo jest niezwykła i jak zawdzięczamy jej życie. S. się przysłuchuje i w pewnym momencie mówi:
- A, tata, tak sobie właśnie myślałem: gdyby zrobić dziurę przez Ziemię i wrzucić do niej kamień, który by się nie roztopił, to czy by się w środku zatrzymał pod wpływem grawitacji z obu stron Ziemi? I czy tak by wisiał? Bo przecież grawitacja działa z obu stron, jest tak samo silna. I to trochę dziwne, że tak stoisz w powietrzu i nie możesz ruszyć, ani w górę, ani w dół. I nic Cię nie trzyma.
- No, to rzeczywiście dziwne - odpowiadam całą swoją mądrością.

Odchodzenie. I siusiak.

(S-9, F-5). F.: Kładę Ci talerz na środku, bo ja chcę koło Ciebie i Stach też będzie chciał koło Ciebie... Dlaczego to tak jest, że dzieci zawsze chcą być z rodzicami? - Nie zawsze tak będzie, F. Właściwie od początku, od urodzenia zaczyna się proces odsuwania, odchodzenia od rodziców. - Jak to? - pyta S. - No zobaczcie: zaraz po urodzeniu zaczynacie oddychać bez pomocy mamy, potem zaczynacie jeść inne rzeczy, niż jej mleko, potem uczycie się nowych rzeczy i stajecie się coraz bardziej samodzielni. I nadejdzie taki czas, że będziecie chcieli określić siebie i cały świat na nowo. To będzie wtedy, kiedy zostaniecie nastolatkami i... - I zaczną nam śmierdzieć pachy. - wchodzi mi w słowo S.
...
I jeszcze jedna refleksja S. z dzisiaj: - Prawda, że z każdej rozmowy można dojść do każdej rozmowy? Np. z rozmowy o siusiaku można dojść do rozmowy o tym, że chłopak i dziewczyna się łączą, a potem do miłości, a z tego do filmu z emocjami, a potem o kinie i wycieczce szkolnej i klasie. I tak można…

Pojechałbym.

Obraz
(S-9, F-5).
Niemal zawsze, jak biorę kąpiel, przychodzą do mnie do łazienki. Dzisiaj też. Gadamy, S. przegląda "Przekrój". Zwraca uwagę na zdjęcie z podpisem, że samotne święta tracą sens. Pyta mnie, dlaczego. Odpowiadam:
- Wyobraź sobie, że jesteś już bardzo stary, mnie nie ma, mamy też nie ma, F. jest też stary i mieszka bardzo daleko. Związałeś się z kimś, ale nie mieliście dzieci, tej osoby też już nie ma - rozstaliście się albo odeszła. Jak sobie to wyobrazisz, to co widzisz, jak czujesz, co robisz?
- No, pojechałbym do brata.
A po chwili dodaje z pewnością:
- A jak byłbym tak stary, że nie mógłbym już prowadzić auta, zamówiłbym taksówkę.
F. siedzi obok, uśmiecha się pod nosem.

...

Po chwili S. odkłada gazetę, pyta F., czy zagrają w szachy. Przynoszą szachy w pobliże wanny, rozkładają, grają. Dobrze jest.




Płacz i kupa.

(S-9)
Mam smutny wieczór, więc rozmawiamy o płaczu. F. mówi, że lubi płakać sam, S. się zgadza, wolą płakać sami, w miejscu, w którym czują się dobrze i bezpiecznie. Mówimy, że często płaczemy, jak jest nam trudno, a obecność innych nie zawsze przynosi ulgę. Zgadzamy się, że czasem jednak dobrze się przytulić i płakać przy kimś bliskim. Następuje chwila ciszy, wszyscy się zamyślamy, nagle oblicze S. się rozjaśnia:
- O! To tak jak z kupą. Ja bardzo rzadko robię kupę w szkole albo w jakichś sklepach, tylko jak bardzo muszę. Ale najbardziej to wolę robić na moim wysiedzianym kibelku w domu.

Nie powiem.

(F-5).
- F., ale nieźle!
- Nie mów tak, bo się wtedy wstydzę. I jeszcze się wstydzę, jak ktoś się mnie zapyta, czy zrobił coś ładnie a mi się to nie podoba.
- Aaa, rozumiem, bo wtedy możesz albo powiedzieć prawdę i tej osobie będzie przykro albo skłamać. I oba wyjścia są niefajne.
- No tak.
- No i co wybierasz częściej?
- Nie to. Mówię po prostu, że nie powiem.

Wynalazł.

(S-9).
Bardzo dobry dla mnie moment, tym bardziej, że o końcówkach nigdy nie gadaliśmy. Przyszło naturalnie, samo, więc i brzmi naturalnie, dobrze:
- ... i, tata, tam jest taka kobieta, która jest wynalaz... wynalazczynią.

Nie poruszajmy tematu.

Obraz
(S-9, F-5).
Chłopcy podjęli decyzję o napisaniu listów do św. Mikołaja. List F. jest krótki, konkretny:


(Siti z gazetki - 60166)

List S. jest bardzo długi, zawiera takie pozycje, jak Lego, Lego, Lego, wyjazd do Tanzanii, telefon czy częstsza pomoc w kuchni. Ale ten początek, ach, początek:


 (Drogi Święty Mikołaju przepraszam cię za błędy ortograficzne ale już nie poruszajmy tematu.)

Miłość.

(S-9, F-5). To jest wieczór trudnych, ale i dobrych rozmów. Było o sensie życia, kłamstwie, skończyło się rozmową o miłości. S.: - Tata, ile znasz rodzajów miłości?  - Co masz na myśli? - No, bo ja znam dwa - do rodziny i zakochanie się. - Aaa, ok. To ja znam dużo więcej. Można się różnie zakochać, a i w rodzinie są różne miłości - np. zupełnie inaczej kocham Was a inaczej kuzynów, którzy też są rodziną.  - Noooo tak. - A co to w ogóle jest miłość, chłopcy? S., po dłuższym namyśle: - Nie wiem chyba. - i sam się sobie dziwi, że nie wie. - F., co to jest miłość dla Ciebie? - No tata, że jak jest serce (pokazuje na serce), to z niego idzie taka nić do Ciebie, która jest taka mocna, że nic jej nie może przerwać, nawet gdyby spadł na nią dom.


Po co jest tata.

(S-9, F-5)
Przeczytałem to:
https://www.facebook.com/laboratoriumpsychoedukacji/posts/1576158309094176
i postanowiłem zapytać chłopców o to samo.
- S., po co jest tata?
- No... żeby się nami opiekować... trudne pytanie... no, po prostu. Bez taty byłoby trudniej.
- Coś jeszcze?
- Nie, to trudne pytanie.
Idę do F, który siedzi w wannie.
- F., po co jest tata?
- No bo dzieci przecież by nie zostawały same, by się bały. Bo jakbyś nie wiedział czegoś i S. by tego nie wiedział, to kto by to wiedział? Jakbym na przykład powiedział: "czy można robić bąbelki samemu?". Tata jest też do kochania.